piątek, 12 grudnia 2014

Osikowe dzwoneczki

Nawet nie pamiętam, kiedy nakupiłam towaru z osikowych "wiórów". W pamięci leżały....., że mam..., że chciałam coś zrobić......ba...nawet zaczęłam!!!........ale nie skończyłam....

W tym roku doczekało się sfinalizowania, całe pięć sztuk.
Posklejałam, dodałam wykończenie brzegu, dodałam serce z przezroczystego czegoś i gotowe....

Ot, takie niewielkie, a cieszyły.....



 I w pojedynkę

 

Na tym zdjęciu widać, jak wykończony jest dół dzwoneczka...

 
Pozdrawiam i miłego weekendu życzę.





czwartek, 11 grudnia 2014

Świąteczne gwiazdki

Zostałam poproszona o uszycie gwiazdek.
Powstało ich zaledwie cztery. Nie są duże, bo mają stanowić dopełnienie świątecznego bukietu czy też dekoracji..



W jasnych barwach - mniejsza powstała jako wzór


i gwiazdki w gwiazdy betlejemskie


Mam nadzieję, że będą się podobały.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Mikołajowe skarpety w wersji mini

Wyciągnęłam wczoraj swój karton z materiałami o tematyce świątecznej. A w tym kartonie woreczek ze ścinkami, małymi fragmentami szmatek, a brak pomysłu a żal wyrzucić.....bo ja taki typ zbieracza jestem. Przeszukując internet w poszukiwaniu wzoru na patchworkową gwiazdkę znalazłam wzór na skarpetkę. Jest niewielkich rozmiarów, bo ma ok. 13-15 cm. W ruch poszły małe skrawki, ba nawet na zielonej znalazł się fragment bieżnika, który powstał dzięki Beatce no i szycie PP.
Podszyte filcem - jedna białym, druga czerwonym.

Jak mi to wyszło, oceńcie sami....






niedziela, 7 grudnia 2014

Serduszka z bombkami

Kilka lat temu zakupiłam szablony, potrzebną do tego farbę w sztyfcie no i odpowiedni pędzelek.
Oto moje próby połączenie tych trzech rzeczy....

Serduszka, na których wymalowałam bombki....


Cała czwórka , w tym jedno pomaziane brokatem......miałam nadzieję, że będzie się ładnie mieniło, ale w dziennym świetle nie wygląda za specjalnie, natomiast w blasku świec, prezentuje się całkiem nieżle....


Miłej niedzieli.

czwartek, 4 grudnia 2014

Świetlne kulki czyli moje wydanie cotton ball

Na wielu stronach pojawiają się kulki, które świecą delikatnym światełkiem, tworzą nastrój, dają poczucie bezpieczeństwa dla tych, którzy boją się ciemności.....


Jeszcze podczas procesu tworzenia, wiszą i się suszą...



 A tu już gotowe.....




Zrobiłam też jedną bordową, i stwierdziłam - ale to tylko moje zdanie, że znacznie lepiej prezentują się pastelowe kolory.

Miłego i spokojnego dnia

środa, 3 grudnia 2014

Świąteczny wieniec z szyszek

Od wielu tak na strychu leżał styropianowy wieniec.
Od kilku lat na naszych drzwiach wisiał biały wieniec z czerwonymi dodatkami i już trochę się opatrzył.


Jest ładny, cały czas mi się podoba, ale jakoś chce się czegoś nowego.
I powstał, najzwyklejszy w świecie szyszkowy wieniec....


Tu poleguje na podłodze...



I tym sposobem muszę przyznać, że i u mnie zaczął się sezon na ozdoby świąteczne....

środa, 19 listopada 2014

Mój paluszek......

Historia jest krótka......

złamałam czwartego palca mojej prawej łapki....

Próby bezinwazyjnego nastawienia spełzły na niczym, odłamany kawałek czegoś tam się przemieszczał i zadecydowano, że trzeba go "zdrutować". I tak wylądowałam na stole, coś wstrzyknęli i odleciałam. Gdy mnie wybudzili, usłyszałam ...proszę uważać na rękę.......  nie wiedziałam, że może być tak wesoło..... bo ona była zuuupełnie bezwładna, jedyne, co na nią  działało to grawitacja. Za każdym razem leciała w dół bez mojej wiedzy, ba, nawet wbrew moim sugestiom, że ma się podnieść, zgiąć....., a w nocy....ja na bok, a ona...fajt.....spadła.....no to druga łapka musiała ją wciągnąć na miejsce, ja się przekręcam na drugi bok, ciało wykonuje ruch a ręka leży, ani drgnie......no i łapka lewa zabiera łapkę prawą na właściwą pozycję.......

Na mej łapce miałam założony taki cóś....usztywnione dwa palce....

    
Przez pierwsze dwa dni z tego czegoś wystawał drut, a jak o coś dotknęłam .......... to nawet teraz przechodzą mnie ciarki...

Potem oswobodzenie łapki, a wyjęcie palucha po raz pierwszy z tego gipsu wcale nie było łatwe, bo człek się boi, serce ma w gardle, żołądek na wysokości serca......sie wszystko telepie, ..... ale z pomocą pielęgniarek dałam radę...

No cóż, po wyciągnięciu łapki moim oczom ukazał się taki widok.... dwa druty....powyginane, a w tą łuskę znów trzeba łapę zapakować...


I w komplecie.... podczas zmiany opatrunku, no i chwili na ćwiczenie nadgarstka i piątego palucha, bo po wyjęciu z gipsu po prostu były "zastałe" i najnormalniej w świecie bolały...


I już po 6 tygodniach...........wyciąganie drucików....
lekarz poprosił pielęgniarkę o .....kombinerki......takie, jakie większość ma w domu......i wyciągnął, bez żadnego znieczulenia......bez żadnego bólu.....tylko kilka kropel krwi...

A dzisiaj..... palec nie wygląda pięknie, jest co prawda prosty na swej długości, ale za to garbaty, nie zgina się jak powinien....no i czasami budzę się w nocy z bólu....ale podobno to normalne....podobno przejdzie....